sobota, 6 października 2018

Zapiski korespondenta wojennego, czyli "Była raz wojna, Bomby poszły" John Steinbeck (175)


W liceum przeczytałam Grona gniewu Johna Steinbecka i wciąż pamiętam sprzeczne uczucia, które wywołało ostatnie zdanie książki. Później czytałam kilka krótszych dzieł tego autora, ale nawet nie pamiętam ich tytułów. Pomyślałam, że przy okazji polskiej premiery Była raz wojna, Bomby poszły, powrócę do twórczości tego pisarza.


Zwykle nie mówię dużo o autorach, ale w tym wypadku zrobię wyjątek. John Steinbeck to amerykański pisarz, który żył w latach 1902 - 1968, a w roku 1962 otrzymał Literacką Nagrodę Nobla, co wywołało w jego ojczyźnie wiele kontrowersji. Najbardziej znanym dziełem Steinbecka są właśnie Grona gniewu, oprócz powieści pisał też nowele, a podczas wojny był korespondentem. 

Była raz wojna, Bomby poszły to wynik jego pracy jako dziennikarza opisującego wydarzenia z frontów w czasie drugiej wojny światowej. Ta pierwsza jest zbiorem krótkich reportaży, skupiających się na elementach codziennego życia żołnierzy, opatrzona wstępem pisarza. Jego przedmowa ma duże znaczenie, wpływa bowiem na odbiór tego zbioru publikowanych w gazetach artykułów, obnażając przeinaczanie prawdy, jakiego musiał się dopuszczać dla podtrzymania ducha narodu. 
"Tym, co korespondent naprawdę widział, był kurz, paskudne wybuchy granatów, niskie krzaki i rowy strzeleckie. Jeżeli miał olej w głowie, leżał na brzuchu i przypatrywał się mrówkom pełzającym między patyczkami na wydmie, a jego nos był tak blisko mrówek, że przeszkadzał im w łażeniu."
Steinbeck od samego początku towarzyszy świeżo wcielonym do wojska żołnierzom, przyglądając się ich reakcjom podczas opuszczania ojczyzny. Nie traktuje ludzi indywidualnie, pokazując ich raczej jako bezimiennych bohaterów, czasem nadając co najwyżej ksywki. Jest jak duch, który widzi wszystko i o tym właśnie pisze. Skupia się na codzienności walczących, a w pewnym momencie jego opowieści stają się nam bliższe, niż moglibyśmy się tego spodziewać.

Natomiast Bomby poszły to wieki hołd oddany załogom bombowców, mogący stanowić wstęp do szkolenia wstępujących do Amerykańskich Sił Powietrznych. Tutaj jeszcze bardziej podkreśla znaczenie nie jednostki, ale zespołu, bo właśnie połączenie umiejętności całej załogi może przesądzić o sukcesie, a na porażkę nie ma miejsca. 

Spodziewałam się po tej książce czegoś innego. Nie do końca byłam w stanie połączyć w jedną całość te wszystkie reportaże, a w przypadku drugiej części miałam wrażenie, że to coś na kształt podręcznika. Spodobał mi się fragment książki, w którym krótkie formy zaczęły przypominać  trochę bardziej powieść, chwilowo zawiązała się jakaś akcja. Reszta trochę mnie wynudziła.

Chociaż książka okazała się nie do końca tym, czego się spodziewałam, niesie ze sobą bardzo ważne przesłanie, ujęte już na samym jej początku. Myślę, że z tej lektury będą zadowoleni przede wszystkim miłośnicy historii i militariów, ale powinni ją przeczytać również ci, którzy wielbią Amerykę, jako kraj pozbawiony wad. I wszelkich form propagandy.

ocena: 5/10

Dziękuję Wydawnictwu za możliwość przeczytania tej książki.


Była raz wojna, bomby poszły John Steinbeck, tytuł oryginału: Once there was a war, bombs away. the story of a bomber team, przełożył Bronisław Zieliński, wyd. Prószyński i S-ka 2018, 445 stron, 1/1

10 komentarzy:

  1. Mam tego autora na oku już od dłuższego czasu, muszę w końcu po coś sięgnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię autora, więc pewnie przeczytam, tym bardziej, że mam w domu książkę "Była raz wojna" tylko w starym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tu masz jeszcze dodatkowo "Bomby poszły" :)

      Usuń
  3. Najpierw zaświeciły mi się oczka, bo to jednak Steinbeck i trudna tematyka, w której on czuje się chyba najlepiej, ale teraz trochę opadł mi entuzjazm - chyba jednak forma nie do końca "dla mnie"...

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze książek Steinbacka, więc się nie wypowiem. Może kiedyś po nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że wyrażasz opinię na temat mojego tekstu! Nie musisz zostawiać adresu swojego bloga, zajrzę do Ciebie w wolnej chwili :)