
Są takie powieści, które bezpośrednio przemawiają do czytelnika. Możemy utożsamiać się z bohaterami, bo na katrach książki odnajdujemy emocje, które znamy z autopsji. Ja, czytając o postaciach zachowujących się w danych sytuacjach jak ja, odnajdując znane emocje, czuję się szczególnie. Takie książki zdarzają się dla mnie bardzo rzadko. Pierwszą, jeszcze w czasach liceum, były Cierpienia młodego Wertera. Ledwo powtrzymałam łzy, kiedy nauczycielka zaczęła opowiadać o tym, co czułam będąc nieszczęśliwie zakochana. Drugą książką, w której odnalazłam cząstkę siebie jest Brooklyn.