Wdech, wydech, wdech, wydech... Uspokajam oddech i buzujące we mnie emocje, bo najnowsza powieść Ałbeny Grabowskiej pt. Doktor Zosia kosztowała mnie mnóstwo nerwów. Zupełnie nie spodziewałam się tych emocji, chociaż gdzieś z tyłu głowy od samego początku powieści towarzyszyła mi świadomość, że bohaterowie znajdą się za chwilę w środku wojennej zawieruchy...
Zosia Nibużanka pracuje w Szpitalu Ujazdowskim, marzy o karierze chirurga, kiedy okupanci wkraczają do Warszawy. Zamiast uciekać, zostaje w szpitalu, żeby pomagać chorym.
Sam początek powieści jest dosyć spokojny, szczególnie, że właściwa akcja jest przeplatana rozdziałami poświęconymi znanym postaciom ze świata medycyny z tamtych lat. I tak mamy możliwość przyjrzeć się fabularyzowanym wycinkom z życia takich naukowców jak Kazimierz Funk, Alois Alzheimer czy Alexander Fleming. Przyznam, że ten dodatek był miłym zaskoczeniem i uzupełnieniem historii Zosi, która w praktyce korzystała z odkryć tych ludzi. Wycinki z ich życia są przedstawione w ciekawy sposób, łączą się z właściwą akcją i pozwalają spojrzeć z innej perspektywy na rozwój medycyny.
