Od wielu lat planowałam sięgnąć po twórczość Mai Lunde, bo słyszałam o jej książkach wiele dobrego. Zupełnie jednak nie spodziewałam się, że jej książki tak do mnie przemówią. Dopiero niedawno poznawałam w formie audio Historię pszczół oraz Błękit, a później pisałam o tym, że będę je polecać każdemu. Dlatego nie mogłam długo czekać z lekturą trzeciej, najnowszej części Kwartetu Klimatycznego. O moich wrażeniach z lektury Ostatniego przeczytacie poniżej.
Podobnie jak w przypadku poprzednich książek, akcja prowadzona w trzech różnych liniach czasowych. Co ciekawe, najtrudniej było mi się wgryźć w tę najstarszą, osadzoną w carskiej Rosji, chociaż to właśnie powieści historyczne i klasyka to mój konik. Podejrzewam, że początkowe trudności były spowodowane kontrastem pomiędzy perspektywami innych bohaterów, a opowieścią Michaiła, zastępcy dyrektora petresburskiego ogrodu zoologicznego. Mężczyzna spisał swoje wspomnienia dość topornym językiem. Jednak ten dawny styl nadaje jego słowom wiarygodności, a ja po kilku rozdziałach przyzwyczaiłam się do specyfiki opowieści Michaiła.
