Najbardziej burzliwe romanse z reguły osadzone są w czasach wojny. Wielu autorów decyduje się postawić swoich zakochanych w sobie bohaterów w trudnej, wojennej rzeczywistości, przyprawiając czytelnika o szybsze bicie serca, kiedy dwójka ludzi mierzy się z przeciwnościami losu. Bardzo lubię takie książki, bo niesamowicie wciągają, chociaż często są one wymagające.
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o jednej z nich, która bierze na tapetę właśnie losy zakochanych podczas wojennej zawieruchy.
Na samym początku trudno było mi się wczuć w tę opowieść, a to ze względu na króciutkie rozdziały, podzielone często kilkuletnimi skokami w czasie. Dopiero po kilkudziesięciu stronach zawiązuje się właściwa akcja, a historia uczucia między pielęgniarką Leną i rannym żołnierzem, jej pacjentem Roanem wciąga na dobre. Od tego momentu czytałam już z ogromnym zainteresowaniem, obserwując losy pochodzącej z Nieczujowa rodziny, rozrzuconej po całym świecie. To także książka o trudnych relacjach między siostrami, ponieważ dzieciństwo Leny i Nory zostało już na samym początku naznaczone śmiercią matki. Jej rolę przejmuje babka, Róża von Goch, próbująca narzucić swoje przekonania dziewczynom. Jednak ciągnie je w trochę inną stronę...