środa, 14 kwietnia 2021

W każdym z nas drzemie zło, czyli „Demon i mroczna toń” Stuart Turton (321)


Zaczynałam czytać Siedem śmierci Evelyn Hardcastle zauroczona pięknym wydaniem, zaintrygowana ciekawym opisem. Zupełnie niespodziewanie moje pierwsze spotkanie z twórczością Stuarta Turtona okazało się być strzałem w dziesiątkę, od tego czasu jego debiutancka powieść zajmuje zaszczytne miejsce razem z moimi innymi ulubieńcami na środkowej półce regału. Dziś mam za sobą kolejną książkę tego autora, więc trochę Wam o niej opowiem.

Statek Saardam należący do Holenderskiej Kampanii Wschodnioindyjskiej wyrusza właśnie w dziewięciomiesięczny rejs z Batawii do Amsterdamu. Pasażerowie wchodząc na pokład słyszą z ust trędowatego ostrzeżenie, które lekceważą. Szybko okazuje się, że nie powinni tego robić. 

Od samego początku płynnie wciągnęłam się w wartką akcję i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mam do czynienia z horrorem. Atmosfera zagęszczająca się z każdą chwilą, poczucie izolacji bohaterów znajdujących się na otoczonym oceanem statku i napięcie podsycane kolejnymi przerażającymi wydarzeniami skutecznie na mnie oddziaływały. Przekładałam kolejne strony tej książki z jednej strony nie mogąc się doczekać tego, co będzie dalej, a z drugiej bojąc się działań Starego Toma. Z tym mianem wiąże się ciekawa historia, którą poznacie, jeśli sięgniecie po tę książkę. 

 „Akt dobroci przestaje nim być, gdy trzeba za niego zapłacić.”

Bohaterowie są wprost podzieleni na dobrych, wzbudzających sympatię, oraz złych, powodujących negatywne odczucia. Przynajmniej na początku, ponieważ raz z rozwojem akcji portrety psychologiczne są stopniowo pogłębiane i w ten sposób pojawiają się różne odcienie szarości... Bez względu jednak na późniejsze odkrycia, kibicujemy dwójce detektywów próbujących zapanować nad nadciągającym chaosem i w sposób logiczny wyjaśnić tajemnice pasażerów. Turton po raz kolejny stawia na duet damsko-męski, podkreślając inteligencję płci pięknej, tym samym łamie siedemnastowieczne stereotypy. Jednak czasy kolonialne i działalność europejskich mocarstw na wschodzie wypada tutaj nadzwyczaj realnie. 

Samo zakończenie było dla mnie dosyć dużym zaskoczeniem, bo chociaż miałam wiele pomysłów dotyczących finału w miarę przekładania kolejnych stron, to autor miał zupełnie inną wizję. Spójna, rozwiewająca wiele wątpliwości końcówka stanowiła wisienkę na torcie, jednak w ostatecznym rozrachunku to debiut zrobił na mnie o wiele większe wrażenie. Jeśli czytaliście Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, to dobrze wiecie o czym mówię. 

Demon i mroczna toń to zręcznie poprowadzona opowieść o tym, jak niewiele trzeba, aby wydobyć drzemiące w nas zło. Przeraża trafnością spostrzeżeń o ludzkich zachowaniach, hipnotyzuje gęstą atmosferą i trzyma w napięciu. Moją ulubioną powieścią Turtona wciąż jest jego debiut, ale i Demona mogę Wam polecić!

ocena: 8/10

Dziękuję Wydawnictwu za możliwość przeczytania książki.



Demon i mroczna toń Stuart Turton, tytuł oryginału: the Devil and the Dark Water przełożył Jacek Żuławnik, wyd. Albatros 2021, 509 stron, 1/1

3 komentarze:

  1. Pierwsza książka autora była całkiem ok, aczkolwiek kilka elementów mi nie pasowało. Zobaczymy, jak będzie tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ochotę poznać tego autora :) Ze swojej strony mogę polecić "Utraconych". Wciągający kryminał.

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że wyrażasz opinię na temat mojego tekstu! Nie musisz zostawiać adresu swojego bloga, zajrzę do Ciebie w wolnej chwili :)